Proces szkolenia Camili Mendes do roli w filmie „Władcy wszechświata”

21

Zapomnij o Riverdale. Nastrój się zmienił.

Camila Mendes robi teraz coś zupełnie innego. Na potrzeby projektu Masters of the Universe zastąpiła słodką wodę gazowaną ciężkimi talerzami. Wciela się w rolę Teeli, wojowniczki. Aby dorównać wizerunkowi, trenowała trzy godziny dziennie. W Londynie. A to było jeszcze przed rozpoczęciem zdjęć.

Proces był intensywny.

Wyobraź sobie: 90 minut treningu siłowego i kolejne 90 minut ćwiczeń trików. Przyjechała trzy miesiące wcześniej, żeby się wypocić. I co w końcu jej się podobało?

Uginanie bicepsów.

„Czułam się jak w strasznym bałaganie” – przyznaje. Proste ciężarki. Prosta radość. Ale nie chodzi tylko o mięśnie. Nie mniej ważny jest aspekt psychologiczny. Albo nawet więcej. Przed wyjściem na plan medytuje w swojej garderobie. Musi czuć równowagę. Zejdź na ziemię. Ponieważ granie tak silnej osobowości wymaga wewnętrznego spokoju.

Czy to nie jest logiczne?

Zachowuje tę postawę nawet poza filmowaniem. Zdrowy tryb życia dla niej nie jest chwilową dietą, ale sposobem na życie. Ale ona nienawidzi skrajności. Prawdziwa nienawiść. Dlatego odmawia postu przerywanego. Wydaje jej się niewłaściwe głodzenie organizmu. Zwłaszcza jeśli jesteś kobietą. Ona potrzebuje jedzenia. Nie ograniczenia.

Z drugiej strony może ustawić budzik na 2:30 w nocy, aby wypić „ostatnią filiżankę kawy”. Priorytety.

Oto jak to działa. Żadnych sztywnych zasad, tylko rytm.

Zdrowie to równowaga. Nie lubię popadać w skrajności.