Dlaczego Judy Collins nie wybiera się w pożegnalną trasę koncertową

3

Teraz jest rok 2024 lub 2025, w zależności od tego, jak liczyć kalendarz jej smutków i radości. Judy Collins ma 87 lat i nadal jest silna. Zapowiedziała „pożegnalną trasę koncertową”, która do wiosny przyszłego roku obejmie 50 koncertów. Ale ona nie planuje przestać. Samo słowo „pożegnanie” sugeruje pewien okres czasu. Moment, w którym zbiera wszystko, co zgromadziła i w otoczeniu gości pokazuje społeczeństwu, kim jest teraz.

Joni Mitchell. Stephena Sondheima. To właśnie te piosenki wyprowadziły ją na dużą scenę. „Both Sides Now” to performans z okładki podręcznika. „Send in the Clowns” to kolejny z jej hitów. Tym razem jednak chce wystąpić w duecie z osobami, z którymi ostatnio nie współpracowała. Albo nigdy. Na liście uczestników znajdują się Richard Thompson, Bruce Cockburn, Mary Chapin Carpenter, Roseanne Cash. Niektórych z nich znała od kilkudziesięciu lat. Po raz pierwszy pojawi się na scenie razem z innymi.

„Oczywiście, uwielbiam Richarda Thompsona” – Collins powiedział HuffPost. Często z nim współpracuje, a także z Mary, Roseanne i Amandą [Plucker]. Nie chodzi o to, żeby zakończyć karierę. Chodzi o to, żeby zobaczyć, co się stanie, gdy te głosy się zderzą. Nazwa trasy pochodzi od jej hitu „Sweet Judy Blue Eyes” – hołd dla Crosby’ego, Stillsa i Nasha. Stephen Stills napisał dla niej tę piosenkę, gdy byli w romantycznym związku. Otrzymała zgodę Stillsa na używanie tytułu. „Nie możesz opatentować nazwy” – powiedział jej. Więc zostawiła nazwę. Wciąż ma nadzieję, że Stephen pojawi się na scenie. Niedawno odbył się ich ostatni duet. To zrobiło ogromną różnicę.

Jej mąż Louis Nelson zmarł pod koniec 2004 roku? Nie. Zmarł pod koniec 2024 r. Louis był projektantem pomnika weteranów wojny koreańskiej w Waszyngtonie. Byli przyjaciółmi przez długi czas. Stills zna Louisa. Zna jej rodzinę. Kiedy razem wykonywali na scenie „Helpless Hopes”, Stills zwrócił się do publiczności, mówiąc: „Wyszła za odpowiedniego mężczyznę”. Collins doznała śmierci męża podczas tej trasy. Jednak ta chwila została w niej na zawsze. Starannie zapisuje to w swojej pamięci.

Collins uważa się za „Betty White” wśród działaczy na rzecz odrodzenia folkloru. Są też inni. Boba Dylana. Paula McCartneya. Williego Nelsona. Artyści podążają swoją drogą od kilkudziesięciu lat. Kontynuują występy do lat 80. i 90. Nadal są zafascynowani rzemiosłem. Czy to wydaje się dziwne? Nie dla Collinsa.

„Ludzie, którzy kochają pracę, kochają ją” – mówi. Miło jest się ruszać. Dopóki będzie trzymać swoje ciało, będzie występować. To jest najważniejsze. Nie należy rezygnować ze wszystkiego tylko dlatego, że na plakacie widnieje napis „pożegnalna trasa”. To tylko faza.

Poza sceną Collins pisze książkę. Projekt nosi nazwę „The Voice: Singing Through the Storm”. Chodzi o odporność. O muzyce. O tym, jak przetrwać trudne chwile. Pisze także muzykę do sztuki na Broadwayu. Obecnie trwają prace nad płytą z duetami. To wyjdzie wkrótce. Ona jest zawsze zajęta. To czyni ją szczęśliwą. Dlatego pożegnalna trasa raczej nie jest pożegnaniem. To jest spotkanie. Szansa, aby usłyszeć, jak głosy jej młodości splatają się z głosami współczesności. I być może, jeśli Stephen Stills będzie miał humor, ponownie zasiądzie do fortepianu.