72 jaja: Dlaczego „dziwny” wynik zapłodnienia in vitro Emmy Rossum nie jest anomalią

8

Emmy Rossum uważała, że jej ciało zostało złamane. Albo przynajmniej niezwykle trudne. Zdiagnozowano u niej PCOS (zespół policystycznych jajników, często określany jako PCOS lub PMOS), zaburzenie równowagi hormonalnej, które znacznie utrudnia zajście w ciążę. Próbowała zajść w ciążę naturalnie. Bezskutecznie. Próbowała inseminacji domacicznej. To też nie pomogło. Potem przyszła kolej na IVF – najpoważniejszą i najskuteczniejszą procedurę.

Ale kiedy obudziła się po pobraniu komórki jajowej, liczby nie odpowiadały jej zmaganiom i wysiłkom.

„Obudzili ją i powiedzieli: masz 72 jajka”.

Drzewo? Dziwny? Tak. Ale może nie jest to takie niezwykłe.

Więcej jajek, mniejsza dojrzałość

Oto niuans, który jest często pomijany. PCOS nie oznacza, że ​​w jajnikach nie ma komórek jajowych. Zazwyczaj jest odwrotnie. Są jajka. A jest ich wielu. Po prostu odpoczywają. Niedojrzały. Czekam na skrzydłach.

Według Amerykańskiego Stowarzyszenia Medycznego osoby z PCOS mają zwykle większą rezerwę komórek jajowych niż przeciętna kobieta. Jaki jest problem? Hormony nie są w stanie naturalnie ich uwolnić. Mieszki pozostają „ciche”. Pod warunkiem, że podczas zapłodnienia in vitro nie narazisz ich na działanie środków pobudzających.

Wtedy obraz zmienia się radykalnie. Według SAFE Fertility Group te jajniki niezwykle dobrze reagują na leki. „Budzą się”. Nagle. I zamiast małej selekcji dostajesz prawdziwe „żniwa”.

Rossum określiła siebie jako „nadreagującą” (pacjentkę, która nadmiernie reaguje na stymulację).

Jakość kontra ilość?

72 jajka brzmią jak wygrana. Dopóki nie przypomnisz sobie ukrytych warunków. PCOS wpływa również na jakość jaj. Ich proces dojrzewania może zostać zakłócony. Nie wszystkie z tych jaj będą zdolne do życia. Niektóre mogą nawet nie być płodne. To nie jest tylko licznik. To stos losów na loterię, większość z nich jest pusta.

Zatem 72 to duża liczba. Ale to nie gwarantuje narodzin dziecka. Jednak w przypadku Rossuma wszystko wyszło dobrze.

Jej podróż była długa. Torbiele jajników w wieku dwudziestu kilku lat były dla niej „wyniszczające” i trudne. Przeszła przez całe to piekło, a zapłodnienie in vitro było jej ostatnim krokiem.

Wynik? Córka urodziła się w maju 2022 r. (według źródła faktycznie w 2021 r.). Następnie w kwietniu 2023 roku ona i jej mąż Sam Esmail mieli syna.

Lęk po porodzie

Wszyscy mówią o depresji po porodzie. Dużo mniej o niepokoju. Ona jest prawdziwa. I jest to powszechne. Dotyka co piątą kobietę.

Rossum opisał jej myśli jako „bardzo intensywne, natrętne myśli”. Stan ten często pozostaje niezdiagnozowany. Olivia Munn zauważyła, że ​​radzenie sobie z lękiem poporodowym było trudniejsze niż radzenie sobie z rakiem piersi. Być może warto o tym mówić częściej.

Ale Rossum nie tylko to przeżył. Ona się zmieniła.

Pomimo strachu przed porodem. Pomimo długiej i trudnej drogi do nich. W chwili, gdy po raz pierwszy wzięła córkę na ręce, strach zniknął.

„Ogarnęła mnie bezbronność”.

To, co starannie ukrywała w sobie, teraz znajdowało się na zewnątrz. Kruchy. Otwarte. Wszystko może się zdarzyć wszystkim.

„Ta istota, która była bezpieczna w tobie… jest teraz na zewnątrz… i taka bezbronna.”

To nie był triumf. Nie bardzo. To była akceptacja. Świadomość tego, jak kruche jest życie, gdy opuści ochronę łona.