Dlaczego zabieranie dzieci do miejsc publicznych jest ważne dla ich rozwoju społecznego

5

Hannah Carr jest zmęczona ukośnymi spojrzeniami.

Ma czworo dzieci: sześciolatka, czterolatkę, trzylatkę i roczek. Weź głęboki oddech. Zarządzanie tak dużą liczbą małych dzieci w zatłoczonym sklepie spożywczym lub hałaśliwym kinie to nie lada wyzwanie. Hannah prowadzi konto na TikToku @imhannahcarr, gdzie dzieli się pomysłami na wieczorne kolacje i prostymi, rozsądnymi radami dla rodziców.

W jednym filmie, który uzyskał ponad 600 tysięcy wyświetleń, bezlitośnie wycina niepotrzebny hałas.

Jej główny punkt jest prosty: dzieci należy wyprowadzać w miejsca publiczne. Hałaśliwy. Głośny. Z chaosem i wszystkim, co się z nim wiąże.

Cel jest oczywisty, ale często ignorowany. Dzieci muszą nauczyć się przyzwoitego zachowania w społeczeństwie. Nie w próżni. Nie w pokoju zabaw, tylko z rodzeństwem. I tam, wśród obcych. W prawdziwym świecie.

„Ludzie patrzą na mnie, jakbym wariat” – przyznaje Carr. Ona to słyszy cały czas. „Musi być ci trudno sobie z tym wszystkim poradzić”. Ale jej to nie obchodzi. Oceny innych są dla niej mniej ważne niż rozwój własnych dzieci.

Dlaczego ta socjalizacja jest tak ważna?

Carr przedstawia tę opinię jako prowokacyjną: „Musimy wyprowadzać małe dzieci na zewnątrz, aby mogły nauczyć się być ludźmi”.

Brzmi ostro. I rzeczywiście, jest ostro. Pojawia się histeria, płyną łzy, pojawia się hałas. Ale unikanie powoduje ignorancję. Jeśli dziecko nigdy nie widziało ruchliwej restauracji, jak nauczy się siedzieć spokojnie? Jeśli nigdy nie był w parku, jak zrozumie, jak dzielić się huśtawką?

Odpowiedź na pytanie „jak stać się dobrym człowiekiem w społeczeństwie” leży w zmierzeniu się z rzeczywistością.

Carr wyraźnie wymienia wymagane lokalizacje:

  • Sklepy spożywcze;
  • Kina;
  • Parki publiczne;
  • Chodzenie na zewnątrz;
  • Restauracje.

To nie są tylko codzienne wycieczki. To są sale lekcyjne.

Twoim zadaniem jest pokazać im… jak być pozytywną osobą… To Twoja praca i jeśli Cię to stresuje, to niestety nic nie możesz na to poradzić.

Tak, to stresujące. Carr nie ukrywa tego faktu.

„No tak, to mnie stresuje. Nie będzie źle”.

Nie osładza doświadczeń rodzicielskich. Czuje się zestresowana. Jej dzieci także. Ale stres jest częścią formuły wzrostu. Studiują zarówno matka, jak i dzieci. I wszystkie się rozwijają.

Rodzice zgodzili się z nią w komentarzach. Jeden z użytkowników dodał ważny szczegół taktyczny: zabieraj dzieci na spacery bez telefonów i tabletów. Inna zauważyła, że ​​dzieci nie wiedziałyby, jak się zachować, gdyby były cały czas trzymane w domu.

Alternatywą dla przebywania w miejscach publicznych jest brak umiejętności społecznych.

Chronimy dzieci przed osądem tak ostrożnie, że czasami chronimy je przed tymi samymi lekcjami, których osąd pomaga im się nauczyć. Norm społecznych uczymy się poprzez tarcie. Przez niezręczne przerwy. Przez potrzebę wyciszenia płaczącego brata w cichym kinie. Poprzez cierpliwość niezbędną do stania w długiej kolejce do kasy.

Pozycja Carra jest trafna. Tu nie chodzi o idealne zachowanie. Chodzi o obecność.

Twoje dziecko nie może uczyć się norm społecznych w izolacji. Trzeba go wrzucić w żar zwykłego społeczeństwa. Niech się potknie. Pozwól mu płakać. Pozwól nieznajomym spojrzeć krytycznie.

To twoja praca. To skomplikowane.

O to właśnie chodzi.